O autorze
Piłka nożna towarzyszy mi od... zawsze. I nie było tak, że ojciec mnie zaprowadził na trening, kariera się nie udała, więc zacząłem pisać. To banały. Miałem być siatkarzem. Tak się nie stało, a piłka dała mi przyjaźnie. To jej olbrzymi plus. A czemu nudzę o futbolu? Bo lubię, bo chcę, wreszcie bo mnie wiele spraw, delikatnie mówiąc, irytuje. Poznałem ją od stron: gracza (amatora), organizacyjnej, jak i mediów. I chyba jako jeden z niewielu piszących o futbolu na tym polskim padole mam świadomość, że futbolista to człowiek, a nie niewolnik.

Sędziowie się mylą? Niech zostaną nimi piłkarze!

Posąg Tofika Behramowa przed stadionem jego imienia w Baku
Posąg Tofika Behramowa przed stadionem jego imienia w Baku Fot. cartasesfericas.wordpress.com
Czasem kariera nie wychodzi albo po prostu się kończy. I co dalej? A może by tak zostać sędzią? Historia pamięta kilku niezłych arbitrów z piłkarskimi korzeniami. W Irlandii z kolei edukują czynnych zawodników na panów w czerni.

Był Tofik Behramow, który nie tylko wsławił się kontrowersją w finale mundialu w 1966 roku, ale także wydał w wesołych czasach Związku Radzieckiego dwie autobiografie, a w Baku nazwali jego imieniem stadion. Bo trzeba mieć rozmach. Wszakże kochają go nie tylko w Azerbejdżanie, ale także w Anglii.

Był Walentin Iwanow, który był skazany przez ojca na futbol. Ojciec, imiennik, to mistrz olimpijski i czempion Europy. Juniorowi żarło nieźle, ale nie wyszło. Choć piłkarsko zły nie był. Nie mógł grając w Torpedo Moskwa na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Później było jednak lepiej. Euro 2000, światowy czempionat w 2006 roku. Nieźle. Pewnie wielu go zapamięta z meczu 1/8 finału Portugalia – Holandia. Szesnaście „żółtek” i cztery czerwone kartki. Rekord pękł.

Dick Jol, Ben Haverkort... można wymieniać. Ostatnio miałem okazję pomagać w organizacji meczu między sędziami Łódzkiego Związku Piłki Nożnej a reprezentacją Wydziałowej Ligi Piłkarskiej (Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ). Wśród arbitrów znalazł się Michał Gajda, niegdyś młodzieżowiec Widzewa, teraz arbiter w niższych ligach.

W Irlandii poszli jednak dalej. PFAI, tamtejszy związek zawodowy piłkarzy, zorganizował zajęcia dla czynnych zawodników grających w League of Ireland Premier Division. Efekt? Niezły.

W rolę nauczycieli wcielili się były arbiter ligowy Pat Whelan oraz jego asystent John Ward. Obaj panowie pełnią obecnie funkcje obserwatorów. Swoje uwagi wygłosił też Declan Hanney, który do niedawna był jeszcze aktywnym panem z gwizdkiem. Jak na szkołę przystało nie obyło się bez wręczenia podręczników. W tym przypadku „cegłą” była kopia „Zasad gry FIFA”.

Cóż, takie spotkania mają także inny wymiar. Zawodnicy nabywają szacunek do zawodu arbitra. Podkreśla to Hanney: - Wytłumaczenie różnych aspektów podejmowanych przez sędziego decyzji może przynieść tylko korzyści i może w dalszej perspektywie zwiększy szacunek do arbitrów.

Podobnego zdania jest Stephen McGuinness, sekretarz generalny PFAI. Bezrobocie wśród piłkarzy jest znaczące, w Irlandii to zjawisko jest aż przytłaczające. Dlatego dobrze mieć alternatywę. Niby tylko dwa dni szkolenia, ale od rana do nocy, z egzaminem włącznie. To preludium do dalszej współpracy i edukacji.

Kto wie, może Polski Związek Piłkarzy i odpowiednie organy w PZPN pójdą podobną drogą? Na pewno wzbudziłoby to spore zainteresowanie. Także medialne.
Trwa ładowanie komentarzy...