O autorze
Piłka nożna towarzyszy mi od... zawsze. I nie było tak, że ojciec mnie zaprowadził na trening, kariera się nie udała, więc zacząłem pisać. To banały. Miałem być siatkarzem. Tak się nie stało, a piłka dała mi przyjaźnie. To jej olbrzymi plus. A czemu nudzę o futbolu? Bo lubię, bo chcę, wreszcie bo mnie wiele spraw, delikatnie mówiąc, irytuje. Poznałem ją od stron: gracza (amatora), organizacyjnej, jak i mediów. I chyba jako jeden z niewielu piszących o futbolu na tym polskim padole mam świadomość, że futbolista to człowiek, a nie niewolnik.

Po Czechach: Śmierć z każdym potańcuje

Gdy wszyscy zakrywają się łzami, pod nosami bluźnią na Smudę, na reprezentację, u mnie futbol odszedł trochę na inny plan. Nie powiem, że na drugi, bo całe życie mu poświęciłem, ale na pewno jest to inna płaszczyzna. I staram się zachować optymizm.

Jestem człowiekiem, na którym większego wrażenia nie robi choroba czy śmierć. Zawsze w takich sytuacjach zachowuję chłodną głowę, choć na pewno te emocje we mnie siedzą. Niektórzy się dziwią, że wieje ode mnie chłodem, ale czy coś zmieni rzucanie kurwami, chujami, telefonem?

Sobota była dniem dziwnym. Od rana obudził mnie telefon… prezesa. Ale luzik, w sumie od pracy czasem się nie ucieknie. Nie miałem z tym problemu nigdy.

Koło 12 zaczął się mój mecz, bynajmniej nie z Czechami. Można powiedzieć, że były to bardzo gorące derby. Wyświetlacz telefonu rozświetlił napis „mama”. Krótka rozmowa i siedziałem w aucie gnając do mieszkania rodziców.

Wpadłem na ostatnią prostą tuż za karetką. Badanie ojca – nieudane, sprzęt nie działa. Trzeba go znieść. Usłyszałem chichot losu, gdy zobaczyłem, oprócz ratownika, dwie drobne panie. Oto załoga karetki w całej krasie… A jakby to było dziesiąte piętro? A jakby ojciec ważył 140 kg? A jakby nie było nikogo do pomocy? Cóż… EKG w ambulansie. Odpalenie sygnałów, znak że jest źle. Zawał.

I choć skończyło się wszystko dobrze, przynajmniej na teraz, to jakoś nie dostrzegałem jak ludzie gonią do strefy kibica. Były jakieś biało-czerwone kapelusze, widziałem jakąś dziewczynę przybraną w barwy narodowe niczym kwiatek na 3 maja, prawie została rozjechana na pasach, ale…

Z ojcem nie łączą mnie jakieś świetne relacje, jestem pamiętliwy i uparty. Tym razem też się nie stresowałem. Bardziej się irytowałem, że matka jest taka roztrzęsiona. Jak zwykle rzuciłem parę żartów. Swoją drogą, widząc ojca na łóżku, gdy wieziono go na zabieg, jak żartował dla rozluźnienia atmosfery, a może i siebie, ujrzałem mnie sprzed kilku lat, gdy skatowany, ocierając się o granicę świata wiecznych łowców, starałem się zachować luz, by moje otoczenie nie wariowało. Widać coś po nim odziedziczyłem…

Do domu wróciłem na chwilę przed meczem. Kolega spytał jeszcze jaki wynik obstawiam. Zdania nie zmieniłem, 1:1, na zwycięstwo nas nie stać. Przede wszystkim mentalnie.

Dwie godziny później przewracałem się z boku na bok słysząc jak pod blokami przemarsz robią jacyś śmieszni ludzie, budząc przy okazji całą okolicę okrzykami „jebać ŁKS”. „A jebać was i te wszystkie podziały” – pomyślałem.

Obudziłem się, pijąc kawę napisałem te słowa, ten jakże przeciętny tekst. Wcześniej przejrzałem jeszcze kilka tekstów, w których zaczęła się krucjata przeciwko Smudzie. Szczerze? Franka szanuję za to, że kiedyś miał jaja. Teraz mu trochę współczuję, ale i jest zadowolony, że musi się z tym zmierzyć, ale w konsekwencji widzę jedną rzecz. Jest nowy dzień, nowa przyszłość. Cieszmy się tym co jest. I nie mówię tu o grze reprezentacji, czy to Polski, czy PZPN. Znów idiotyczne podziały. Ot co, po prostu, łapmy dzień. Każdego z nas jutro może już nie być. Nawet Ciebie, drogi czytelniku. Nie przewidzisz.

Kopanina.pl
Trwa ładowanie komentarzy...